RSS
piątek, 23 marca 2007
Szybkim rzutem w ogniu przygotowań

...jeszcze wrzucę link do recenzji na Wirtualnej Polsce. Świetnej zresztą.

 

16:35, notkostrony
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 marca 2007
Człowiek chciałby mieć wszystko łatwo i prosto...

Człowiek chciałby mieć wszystko łatwo i prosto. To se ne da, pane Havranek.

Jeżeli piszesz, musisz się pokazywać. Jeżeli pokazujesz się zbyt często, brakuje czasu na pisanie, zwłaszcza tym, którzy nie mogą - i bądźmy szczerzy, najczęściej wcale nie chcą - pozwolić sobie na pełnoetatowe pisanie (95% polskich pisarzy). Czy to nie jest pewien paradoks?

Można narzekać na taki stan rzeczy... ale po co? Narzekanie też jest nieproduktywnym zajęciem, na które nie warto tracić czasu. Każda chwila, jaką spędzasz narzekając może zostać wykorzystana w dowolny inny, znacznie przyjemniejszy sposób. Na przykład - na pisanie. Ale także na poznawanie tajemnic php (nieznajomość tego języka stanowi karygodne zaniedbanie z mojej strony, które kiedyś zamierzam naprawić), jedzenie czekolady, picie herbaty albo rysowanie średnio przystojnych mangowych mordek.

Nie jestem szczególnie dobra w pokazywaniu się. Przez całe liceum i studia zajmowałam się zupełnie czym innym. Prawdę mówiąc, tysiącem innych rzeczy. Moja praca także nie polega na konkursie popularności. Mam przyjemność uprawiać zawód, w którym można przez tydzień chodzić z oderwanym guzikiem od żakietu albo wręcz w sweterku i nikt ci złego słowa nie powie. Lubię się czasami odstawić, zwłaszcza w stylu retro. Ale praktykowanie tego na co dzień byłoby zbędną stratą czasu i atłasu.

Dzisiaj postanowiłam wychylić głowę zza winkla i opowiedzieć trochę o sobie, o literaturze i o wszystkim, co z tego wynika.

Wydałam książkę. Publikowane tu i ówdzie recenzje powiedziały ci, jaka ona jest... ale tutaj doradziłabym ostrożność. Recenzja to tekst w dużej mierze skrótowy i zależny w prostej linii od nastroju jej autora, który dostał książkę do przeczytania na wczoraj, natomiast artykuł napisał na przedwczoraj. Poza tym gusta recenzentów, nawet najsympatyczniejszych, bywają zdradziecko niekompatybilne z czytelniczymi.

Teraz, kiedy masz pod ręką kilka albo i więcej materiałów porównawczych, z samą książką na dokładkę, mogę z czystym sumieniem opowiedzieć, czego właściwie możesz się po niej spodziewać.

Zapewne zauważyłeś (zauważyłaś), że celowo unikam słowa “powieść”. Wolę mówić “opowieść”. Jeżeli zajrzysz na moją stronę, zobaczysz część elementów składowych, z których z czasem wytworzyłam całość. Ale to nie jest także zbiór opowiadań - poszczególne rozdziały, jakkolwiek obdarzone własną fabułą, razem współgrają jak należy. Zadecyduj sam/a, jaka forma ci bardziej pasuje, ja nie będę szczególnie przeszkadzać. Podobno czyta się jak powieść. Ja tam nie wiem, ja tu tylko piszę.

Podobno istnieje taka rzecz, jak target, więc spróbuję określić, dla kogo ta książka jest: ogólnie rzecz biorąc, dla młodzieży od lat 15 do 40, a może nawet i nieco starszej młodzieży. Niegłupiej młodzieży. Zakładam, że jesteś niegłupi/a i nie będę ci wciskać żadnego kitu.

Akcja dzieje się w Stanach, ale nie sugeruj się tym za bardzo. To jest ta sama Ameryka, którą sobie wyobrażałeś/aś, kiedy dostawałeś/aś od cioci paczkę z dżinsami i oglądałeś Miami Vice. Daleko, daleko, za siódmym morzem - a jednocześnie w twoim mieście.

Tak to już bywa w bajkach.

Oprócz tego mamy sporo rozrywki, tak twierdzą ludzie, cokolwiek by to oznaczało. Niektórzy faktycznie rozrywają się nawzajem. Jest trochę krwi i flaków, a także półnagie panie. Nie za dużo. W większej ilości jakoś nie pasowały do fabuły.

Nie mam pojęcia, co to jest za gatunek. Niby, że miejskie fantasy (podjęłam krucjatę propagowania polskiego terminu), ale to nie znaczy, że w dalszych tomach np. nie wyślę bohaterów w kosmos albo nie każę im sprzedawać motylków na balu u Salomona. Niby bawię się klockami, które dobrze znam, ale układam je na zasadzie przekładańca. Dom Wschodzącego Słońca jest, mam nadzieję, jak kremówka, a nie jak cebula.

Poza tym powsadzałam tam całe tony gier słownych, rymowanek, metafor i ukrytych aluzji. O ile mi wiadomo, to niczego nie utrudnia czytelnikowi, za to niezmiernie bawi autorkę. Bardzo serio: jestem całkowicie niepoważna, ale nie nabijam się z ciebie, chyba, że mi na to pozwolisz. Wyobraź sobie, że dwumetrowy facet z kataną na plecach, urodziwy piosenkarz rockowy, zgryźliwy geniusz, pulchna zakonnica i mała lady punk potrafią oddziaływać na n-wymiarową przestrzeń. Wyobraź sobie, że istnieje magia.

A teraz spróbuj w to uwierzyć.

Witamy w Farewell.

Czuj się jak u siebie w domu.

P.S. Wyjeżdżam wkrótce do Kaliforni i wracam w połowie kwietnia. Do przeczytania.

15:17, notkostrony
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 marca 2007
Wywiady o pięknych bestiach. Recenzja.

W dziennikarstwie, jak wiadomo, warto zaczynać wcześnie - i niektórzy nawet to robią.
Gimnazjalistki z Grzebieniska ambitnie wystartowały z projektem dotyczącym zwierząt fantastycznych. Jasna i prosta ilustracja zasady: jak się chce, to się potrafi :)
Do tej pory wywiadu udzielili: Anna Brzezińska, Marcin Mortka... i ja. Moc jest z wami, dziewczyny!

http://zwierzetawwywiadach.blog.onet.pl/

A tutaj recenzja z "Carpe Noctem".

http://www.carpenoctem.pl/pages/domwschodzacego_r.htm

Co poza tym? Projekt w labie zaczyna mieć ręce i nogi. Moje roztargnienie trochę w tym przeszkadza, ale to podobno cecha naukowców.

Mówiąc o roztargnieniu... idę sobie dzisiaj ulubionym skrótem wzdłuż błotnistej ścieżki. Patrzę, widzę, jakaś szmatka leży. Deseń jakoś wydał mi się znajomy. Kilka miesięcy wcześniej w niejasnych okolicznościach zgubiłam śliczny szaliczek ze sztucznego jedwabiu. Zazwyczaj nie podnoszę rzeczy z ziemi, ale to wyglądało naprawdę podobnie. A nawet identycznie.

Mój szaliczek (który musiał wypaść mi z kieszeni) całą zimę leżał pod lodem w stanie hibernacji.

Zabrałam go do domu i przeprałam. Jezusicku, jaki ten sztuczny jedwab odporny. Nie spleśniał, nie zetlał, nie stracił koloru, no nic. Nadal śliczny jak marzenie. Suszy się teraz w cieple i chyba mogę go uznać za odzyskanego. Ostateczny dowód na to, że ja niczego nie gubię. Tylko zapodziewam.

22:35, notkostrony
Link Dodaj komentarz »