RSS
czwartek, 27 marca 2008
Braaaaains.....

Jakoś wypadałoby coś napisać. Przed świętami byłam bowiem na R-konie i nieopatrznie dałam się namówić na spotkanie autorskie.

Jako, że bardzo łatwo mnie stremować i stanowczo nie należę do istot scenicznych, pamiętam je trochę przez mgłę.* Krzysztof Książek w każdym razie na pewno się postarał, nawet przyszło trochę ludzi, nawet jeden człowiek notował. Naprawdę, istnieją osoby, które notują na spotkaniach autorskich. Ale i na mnie w przypadku tzw. blokady twórczej pomysły spływają najlepiej za pośrednictwem staromodnego długopisu. Gdyby nie moje lenistwo i ciężkie mańkuctwo, pewnie nadal pisałabym na papierze.

 *O tremie najlepiej zapomnieć wzbudzając swojego wewnętrznego geeka. Każdy ma temat, a nawet kilka, na które może trajlować przekraczając dowolne limity czasowe...

"Dylemat emigranta - wybierz obcą planetę", czyli wykład budzący mojego wewnętrznego geeka, powtórzę na następnym konwencie, na którym się zjawię, o ile organizatorzy nie będą mieli nic przeciwko. Od tej pory będzie jednak nosił komercyjny tytuł "Kolonizacja obcych światów". Podobno tak jest lepiej.

Jak ktoś nie bywa na konwentach, zawsze może przeczytać artykuł w 61 numerze Fahrenheita, dokładnie pod tym samym niekomercyjnym tytułem, co prelekcja do tej pory. Pomyliłam aphelium z peryhelium, ale poza tym jest ok. Na żywca zawsze dorzucam nowe szczegóły. Na przykład ostatnie odkrycie układu podobnego do naszego... no dobra, przestanę zanim się rozkręcę :)

 A, co z tytułem notki - wbrew pozorom nie chodzi tutaj o "Ciasteczko dla Lorelei", czyli zawarte w Księdze Strachu opowiadanie a'la Studio Troma, z dużą ilością gumowej ektoplazmy i kilkoma przemyśleniami na deser - a raczej o to, że zasypiam na siedząco. Jutro zmiana pogody. Pomnijcie me słowa. W tej kwestii bywam lepsza niż górale tatrzańscy, chociaż nie z powodów reumatycznych.

21:35, notkostrony
Link Dodaj komentarz »