RSS
sobota, 18 kwietnia 2009
Baśń o Księżycowym Kocie i nie tylko

Chodzi za mną taka refleksja, że z wiekiem stajemy się okropni. Zaczynają nas dzielić sprawy "dorosłych", problemy, które kiedyś nie obchodziły nas więcej niż zeszłoroczny śnieg. Zawiedzione marzenia, bolesne historie. Naprawdę tęsknię do czasów, kiedy się nie przejmowaliśmy, kto ile zarabia, kto opublikował, kto ma dzieci, kto jest religijny i kto na co głosuje. Zaprawdę powiadam wam: wszystko to marność nad marnościami. Tak naprawdę liczą się tylko ciasteczka, herbata, stosy książek i miękka trawa pod stopami. Bazy i bandy. Jeżeli się sprzeczać, to szczerze, gwałtownie i tylko przez kwadrans. Cała reszta to trucizna.

A poniżej wiersz - ten sam, co na polterze. EDIT: To jest, oczywiście, ku czci K.I.G, szalonego geniusza lub genialnego wariata, bo nie wszyscy się orientują :)

Baśń o Księżycowym Kocie

Księżycowy Kot srebrzysty miał grzbiet,
I cały zrobiony był z wierzby.
Zamieszkał w nim duch, co znał cenę snów
Lecz zgubił gdzieś swój Mały Księżyc.
Tak długo się błąkał w piekielnych przedsionkach,
Aż wreszcie powrócił z zaświatów
By wcielić się znów, choć rzeźbom brak słów,
W figurkę. -- Z antykwariatu.

Księżycowy Kot zuchwały miał plan,
By zasnuć snem świat, charakternik,
Nieświadom, że raz przeminął już czas
Iluzji, gżegżółek, kłamstw srebrnych.
Zaglądał przez okna, by ludzi napotkać
Lecz znalazł wyłącznie ślimaki
Wpatrzone we mgłę płynącą za szkłem
Wpychały tłuczone ziemniaki.

Księżycowy Kot utonął we łzach...
Figurkę zaś zjadły korniki
Skruszyła się w pył i zniknął jak żył,
A razem z nim
zaklęty dym
alfabet gwiazd
skradziony czas
i pieśni dla Eurydyki.

12:53, notkostrony
Link Komentarze (3) »