RSS
niedziela, 24 kwietnia 2011
Błąd w kodzie genetycznym

Napatoczyłam się ostatnio na artykuł opublikowany kilka lat temu w New Yorkerze, do którego link podaję niżej:

An error in the code

Tekst ma skromnie licząc minimum trzydzieści tysięcy znaków. Zważywszy, że niestety rzecz jest po angielsku - streszczę pokrótce.

Mamy do czynienia z reportażem naukowym na najwyższym poziomie. Autor, Richard Preston, sportretował rzadką chorobę - zespół Lescha-Nyhana. Chorzy dotknięci syndromem, wywołanym przez mutację punktową w genie kodującym enzym HPRT, kompulsywnie się krzywdzą - np. obgryzając sobie palce do kości. Dziennikarz uniknął sensacyjno-emocjonalnego tonu. Podszedł do tematu z ogromnym wyczuciem. Porozmawiał z odkrywcą choroby, przystępnie wyjaśnił, co stoi u jej podstaw, nie zaniedbał w żadnym wypadku strony naukowej. Odnalazł dorosłych pacjentów dotkniętych zespołem. Nie ma przy tym poczucia, że chorzy, z ktorymi się zaprzyjaźnił, zostali wykorzystani przez reportera. Nie ma także protekcjonalizmu, z jakim traktuje się czytelnika w niektórych publikacjach popularnonaukowych ani grania na jego emocjach. Rzecz jest opowiedziana jasno, klarownie, bez stylistycznych ozdobników.

I powiedzcie mi, moi drodzy, dlaczego tak trudno u nas o takie dziennikarstwo? Jest przecież kilku takich, co potrafią.

Ech. Pomarzyć.

P.S. - W Polsce ukazała się książka tego pana, zbiór felietonów/reportaży pod tytułem "Panika na poziomie 4". Już sobie zamówiłam :PPP

środa, 13 kwietnia 2011
Ballada kryzysowa

Znowu bawię się asonansami. Zanim się tego porządnie nauczę, minie trochę czasu.

Ballada kryzysowa

Trwoniłam równo przez cały miesiąc
Na melancholię, czarne depresje,
Porywy serca, chwile uniesień,
Na nic innego wydawać nie śmiem.

Wzory pajęczyn, nim wiatr je porwie,
Małe absurdy, wielkie teorie
Lustrzane zamki, fragmenty pieśni,
Cokolwiek się filozofom nie śni.
Z tego, co jakoś uzbiera mnie się
Na nic innego wydawać nie śmiem.

Przepraszam zatem, ale odmówię
Muszę cię dzisiaj z kwitkiem odprawić
W moich kieszeniach znów świecą pustki
I jakoś nie stać mnie na nienawiść.

Komu potrzebna jest ta substancja?
Skąd nieodparty bierze się powab?
Przeciwko lękom niezbyt skuteczna,
Jako używka nazbyt kosztowna.
Kto ją hoduje, ten kończy marnie,
Powiedz, dlaczego zatem jej pragniesz?

Nie dam, bo przecież znikąd nie wezmę,
Może ci w zamian bajkę uprzędę,
Potem nazrywam gruszek na wierzbie.
Ja nic innego nie mam i nie chcę.

Siedzę i śpiewam, przyłącz się do mnie
Wszechświat jest większy niż suma lęków.
I nic co głupie nie jest nam obce,
Temu, co obce, nie czyńmy wstrętów.
Kim będziesz? Jakie baśnie zostawisz,
Wiedząc, że nie stać cię na nienawiść?