RSS
sobota, 29 maja 2010
Podróż zaczęła się...

... w starym mieszkaniu rodziców, w którym przemieszkałam prawie dwadzieścia lat i które w poprzednim przedremontowym kształcie już nie istnieje. Błąkałam się po wielkim bloku, dość obskurnym, o klatkach schodowych i windach domagających się remontu, labiryncie podobnym raczej do wieżowców z Gocławia, niż z rodzimego Ursynowa. Z jakiegoś powodu byłam przekonana, że poszukuję Źródła Mądrości.

Im wyżej, tym wieżowiec płynnie tracił na obskurności i zyskiwał na nowoczesności, aż w końcu trafiłam na piętro, gdzie rozciągały się lśniące apartamenty. Po drodze znalazłam pokój chiński, przeznaczony do bliżej nieokreślonej gry. Przy zielonym niskim stoliku stała plansza pełna rzeźbionych i kunsztownie pomalowanych figurek w chińskich szatach, a na półce ozdobionej makatką stały większe figury, które – jak wiedziałam – służyły do oznaczania zwycięskich partii gry. Instrukcja wisiała na tabliczce pod półką, była jednak w większości po chińsku, a ja nie potrafiłam przypomnieć sobie zasad.

Wszystko to stało nieużywane i kurzyło się od dość dawna.

Zabrałam jedną z mniejszych figurek i poszłam dalej, aż wreszcie trafiłam na osobę, której szukałam. Była to wróżka, czarodziejka, w każdym razie coś w rodzaju fae – mała, zagadkowa, a jednocześnie trochę podobna do mojej przyjaciółki z dzieciństwa. Mieszkała w jednym z mniejszych pokojów i zajmowała się udzielaniem porad, a także kolekcjonowaniem bibelotów, które później wykorzystywała do czarodziejskich rytuałów. Mówiono mi, że to właśnie do tej małej wróżki muszę się zwrócić, jeżeli mam znaleźć Źródło.

Podarowałam jej chińską figurkę. Doskonale wiedziała, skąd ją wzięłam, nie potępiła mnie jednak – stwierdziła, że dobrze zrobiłam, bo szkoda, żeby figurka marnowała się nieużywana. Jej samej nie wolno było wchodzić do części bloku, w której znajdował się chiński pokój. Możliwe, że wcześniej przyłapano ją na kradzieży...

Wreszcie czarodziejka zaprowadziła mnie do salonu sąsiedniego mieszkania, gdzie na stoliku stał serwis herbaciany z pełnymi filiżankami. Źródło Mądrości stało pośrodku – ciemny płyn w dużej niebieskiej czarce.
Za przyzwoleniem mojej przewodniczki wypiłam go do dna. Okazał się być mocną i bardzo gorzką herbatą.

***

Nie mam pojęcia, jakie informacje usiłował poskładać mój mózg tej nocy, ale przyznam, że nieźle się wysilił.

13:42, notkostrony
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 maja 2010
Aleksandra Janusz na facebooku :)

Ot i proszę, utworzyłam sobie prywatny profil i stronę autorską na facebooku. Uznałam, że rozdział jest konieczny w sytuacji, w której nie wszyscy moi znajomi są również czytelnikami, a niektórzy w ogóle nie interesują się fantastyką, ale nic nie stoi na przeszkodzie podłączać się zarówno do jednego, jak i do drugiego.

Notkostrony - Aleksandra Janusz na facebooku

Szę bardzo :)

Zaraz wrzucę na margines.

13:54, notkostrony
Link Dodaj komentarz »