RSS
środa, 29 lipca 2009
Nekrokucyki

Gdzie kwitną maki i rzeczka płynie,
Trochę bluźnierczo i wbrew rutynie,
Wręcz urągając prawom logiki,
Galopowały nekrokucyki.

Złote kopytka w słońcu migocą.
Złote kokardki w biegu furkocą,
Różki perłowe sterczą na głowie,
Dwa żywe trupy. Cóż, że różowe.

Grzechocą kostki, a rzeczka płynie;
Miłość po śmierci. Cud w formalinie.
Tu miał być morał, lecz nie pamiętam;
Gdzie truchta kucyk, tam ginie puenta.

20:25, notkostrony
Link Komentarze (2) »
niedziela, 12 lipca 2009
Niech żyją lata osiemdziesiąte...

Myślałam, że ominę kolejną popkulturową hucpę, czyli śmierć Michaela Jacksona.  Ale oczywiście owczym pędem zajrzałam do starych teledysków - oczywiście tych, kiedy jeszcze był TYM Jacksonem. I znalazłam coś takiego…

Liberian Girl - przegląd gwiazd '80

Niesamowicie to się teraz ogląda, znaczy w kontekście.

Wzdech. The eighties are gone. Long live the eighties.

Teenage mutant ninja… przepraszam. Niestety, nie ta bajka…

00:01, notkostrony
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 lipca 2009
Miau!

Okociłam się, chociaż jeszcze miesiąc temu byłam przekonana, że na kota namówić się nie dam. Lokatorka spadła mi na głowę niespodziewanie. Przez trzy lata żyła sobie w zwierzętarni naszego instytutu jako zwierzę doświadczalne in spe, jakimś łutem szczęścia unikając losu mózgu w słoiku. Została ulubienicą technika - opiekuna i laborantek i chociaż siedziała w ciasnocie, nic jej nie groziło - nie nadawała się na eksperyment, bo nie urosła duża…

Aż w końcu ktoś postanowił wykorzystać kotkę do grupy kontrolnej. Aby do tego nie dopuścić, zorganizowano akcję ratowania małej, a frajerką adopcyjną okazałam się ja...

Mam więc w domu trzyletnią, smoliście czarną, chudą jak szczurek i małą jak półroczny kociak (wygląda na dorosłą, tyle że kurdupel - po przełożeniu na ludzkie wymiary byłaby jeszcze mniejsza ode mnie) Galileę. Zadziwiająco szybko nauczyła się mieszkaniowej rzeczywistości i darcia ryja w celu uzyskania tuńczyka. Jest niesterylizowana i nie daje mi spać, ale to się niedługo skończy. Wycięcie żeńskich organów i tak będzie dla niej lepsze niż ucięcie głowy.

Zresztą jakaś taka dziwnie grzeczna. Może się czai.

Nadal mam alergię na koty, ale na nią nie. Zważywszy dotychczasowe doświadczenia zaczynam podejrzewać, że uczulają mnie tylko kocury, i to niekastrowane, co może bawić i nasuwać jakieś freudowskie podteksty, ale jest możliwe.

Co śmieszne, wcześniej (chronologicznie) podczas pisania Mandali pojawił się kot w książce. Prorok jaki, czy co… Chwalę sobie to wcześniejsze poszukiwanie kocich informacji, bo przydadzą się podczas hodowania małej.

19:41, notkostrony
Link Dodaj komentarz »