RSS
piątek, 30 października 2009
Filozoficznie o publikacjach, recenzjach i średniowiecznych mnichach

Zaczęłam przedostatni rozdział i w związku z tym dopadają mnie różne przemyślenia filozoficzne. Na przykład: dlaczego naukowcy i inni twórcy zarabiają tak mało, a marketingowcy tak dużo? Ponieważ trzeba płacić ludziom ogromne pieniądze, żeby zgodzili się wykonywać tak nudną pracę.

W labie moja teza filozoficzna spotkała się z dość zdziwionymi spojrzeniami. Jak powszechnie wiadomo, co pięknie zgadza się w teorii, nie zawsze musi sprawdzać się w praktyce.

Inne przemyślenia kręcą się wokół publikacji. Głównie literackich. Mój stosunek do publikowania opowiadań i powieści zawsze był dwojaki. Z jednej strony, łaknę ich jak kania dżdżu. Książka napisana, a nieprzeczytana istnieje tylko w połowie. Publikując teksty literackie, zwłaszcza w druku, mam też poczucie dobrze wykonanej roboty i nieco wznioślejsze wrażenie, że właśnie rozszerzyłam świat, że wybudowałam coś kompletnego, dotknęłam boskiego aktu stworzenia. Nie bez znaczenia jest także to, że wpada parę złotych, jednak należy w tej motywacji uwzględnić wyżej wymienioną tezę filozoficzną.

Z drugiej strony, publikacja bywa dla mnie doświadczeniem traumatycznym. Nawet nie mam na myśli recenzji, wokół których toczy się ostatnio w fandomie wielka dyskusja. Recenzent też człowiek, zazwyczaj student, sama pisałam recenzje i mam na koncie swój katalog byków i uchybień. Tylko dlatego nie obrywałam za dużo po uszach, że autorzy filmów anime przeważnie nie czytają po polsku i w kwestiach zaczepno-obronnych są skazani na fanów. Odnoszę po prostu wrażenie, że dawno, dawno temu - gdzieś w okolicach Renesansu - zgubił się sens publikowania i wystawiania dzieł twórczych. Średniowieczni mnisi, wszyscy anonimowi i w związku z tym pozbawieni zbędnych pragnień i bólów jakie wywołuje oddźwięk, byli chyba w tej anonimowości znacznie mądrzejsi. Autoprezentacja nie miała znaczenia - chodziło tylko i wyłącznie o rozszerzanie świata.

I chociaż mam osobowość na wskroś współczesną, pożądam rozgłosu, udzielam się na blogach, wołam „tu jestem!”, latam i gadam jak nie przymierzając osioł ze Shreka, czasem zazdroszczę mnichom, dla których dzieło było ważniejsze niż autor, kwestie finansowe nie istniały, a jedyne co się liczylo to kontemplacja.

Z tym, że oni zasadniczo musieli tworzyć na jeden temat. A mnie, ogólnie rzecz biorąc wszystko, albo prawie wszystko wolno.

13:35, notkostrony
Link Komentarze (3) »
czwartek, 29 października 2009
Jesienne porządki

Posprzątałam trochę w Sieci, to znaczy podłączyłam do oficjalnego bloga wszystkie moje strony i blogi, jakie rozpączkowały się w Internecie. Nie pytajcie, dlaczego mam cztery blogi, bo nie wiem. Prawdopodobnie po jednym na kończynę.

Przy okazji załączam też galerię obrazów olejnych Marii Janusz - mojej genialnej rodzicielki o wielkiej twórczej wyobraźni - a także stronę amatorskiej grupy dziennikarskiej - pyta.pl, gdzie udziela się mój brat Mikołaj. Tak, to ci którzy kręcą te filmiki. Trochę śmieszne, trochę straszne (bez urazy, bracie ;-)).

Enjoy.

21:28, notkostrony
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 października 2009
Postępy i podstępy

Ludzie się pytają, co z książką, więc spieszę nadmienić, że założony plan działa - jedyny obsuw, a i to niedługi, wystąpił z racji stypendium zagranicznego, jakie nieoczekiwanie dostałam. Ze stypendium już wróciłam i piszę dalej. Mandala jest w fazie zaawansowanej, powoli przechodzę do grande finale. Pisze się szybko i dobrze. Los ostatnio zmęczył się kopniakami w mój zadek, odpukać, niechże trwa stan ten błogi.

Koniec książki przypadnie na środek/koniec jesieni. Kiedy już to nastąpi, mam napisać trzeci tom - termin lato 2010 nadal aktualny. I wtedy wszystko hurtem pójdzie do redakcji. Proszę o nie rzucanie niczym we mnie ani w wydawców, oni wiedzą co robią, a ja zgadzam się na to i robię swoje.

A potem napiszę prostą książkę. Jakąś taką z jednym bohaterem głównym. Może nawet z narracją pierwszoosobową. Przyda się trochę odsapnąć po tej mojej menażerii. A co.

21:34, notkostrony
Link Dodaj komentarz »